zmiana



prezentacja i wykład o Fridomie 11.12 w Koszalinie przełożone na przyszły rok, przełom styczeń/luty. więcej info wkrótce.

zima; Wagenburg














ten dokument nigdy nie przestanie powstawać, zawsze gdzieś na kuli ziemskiej będą miejsca których jeszcze nie widziałem, albo wymagają dokładniejszego opracowania. są takie, których już powinno nie być, a wciąż stoją. są nowe, o których jeszcze nie wiem, ale pewnie kiedyś tam dotrę.
najbliższa prezentacja Fridomu - Koszalin, 11.12, Galeria Scena.

lamusy



6 miesięcy.

16:00


jedenasty


na tej demonstracji narodowców nie byłem fotografem.
(btw, to 0 ktore sie złapało z datownika jest bajeranckie, co?)

bez spiny





powrót do przeszłości

nie ma miękkiej gry. zasady były jasne. jak tylko przychodziła pora roku, kiedy można było wyjść na dwór, siedzieliśmy całym towarzystwem na ławce. kiedy przychodził koniec przerwy, nikt nie wstawał. zdarzało się, że graliśmy kto ostatni wstanie. co tam, spóźnienie?

jest luty dwa tysiące któregoś roku, już nie pamiętam. tej ulicy wtedy jeszcze nie ma, pierwsze domy nieśmiało wychodzą ponad fundamenty. zamiast kostki brukowej jest ścieżka, co i tak nam nie robi różnicy bo wszystko przykryte jest grubą warstwą śniegu. idziemy - Rafał i ja - niosąc we dwóch moją perkusję z całym osprzętem. przez ostatni tydzień, jeszcze na feriach, graliśmy próby w domu Tomka, w nieużywanej kuchni. rodzina postawiła mu jednak ultimatum, więc nie pozostało nam nic innego jak poskładać bębny do torby i plecaka, dźwignąć centralę z tomami na plecy i ruszyć przez śnieg. pamiętam, że szło to bardzo opornie, na szczęście nic nie pogubiliśmy. po dojściu do Skarbowców jeden z tomów obraca się w mocowaniu i uderza mnie prosto w twarz, nie boli, śmiejemy się z tego. jesteśmy źli, zbuntowani i gramy szybkiego punka, wpisując się tymi perypetiami w klasyczny schemat zespołu punkowego, który najpierw był założony a potem uczył się grać. nie zagraliśmy już więcej prób z Tomkiem, tak wyszło. bębny kilka razy się przeprowadzały, aż w końcu je sprzedałem, po jakimś czasie przesiadając się na bas. Rafał sprzedał gitarę, gra hardteki. Tomek jest narodowcem, kiedy ostani raz rozmawialiśmy, mówił, że trochę gra na gitarze.

mały kawałek czegoś co sobie gdzieś tam z boku powstaje, i powstawać będzie pewnie jeszcze długo. żaden projekt, mała opowieść.

krakus





C4








od początku robienia Fridomu traktowałem to miejsce jako ważne. opuszczony od 2003 roku squat C4 w Łodzi, bohater jednego z najlepszych artykułów o ruchu napisanych po polsku. tak wygląda to wszystko siedem lat po końcu - nie pojawił się żaden bogacz by zrobić tam szklane domy, ten budynek jak i wszystkie inne dookoła zostanie do końca roku zburzony, by zrobić miejsce pod jakieś centrum przy dworcu Fabryczna. buldożery w ciągu kliku dni zmienią pokój kogośtam, plakaty na ścianach, dekoracje sali koncertowej, zawaloną podłogę i wszystkie ślady dawnych mieszkańców w jedną kupę gruzu. i tak skończy się historia Węglowej.

Mycha




jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.

nie Łódź się.





początek


tu się wszystko zaczęło.
idealne miejsce na pożegnanie, zanim ktoś pójdzie na ważne spotkanie.



nic tak nie pasuje.

nie









to miał być duży, poważny materiał. nie wyszło. trudno, może nie ma co dusić pewnych spraw jeżeli same nie wychodzą, pewnie i tak pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. tak jakoś wychodzi ostatnio, że coraz mniej mi się chce cisnąć pewne rzeczy. może rzeczywiście, zamiast się napinać, lepiej robić wszystko cicho i powoli. trochę mi żal tego ewentualnie powstałego materiału, bo x lat temu zrobiłem pierwszego listopada rzeczy, z któych byłem nawet zadowolony, więc teraz też napewno i tak dalej. w gruncie rzeczy to bezsens, ale przynajmniej zaopatrzyłem trochę lodówki w dobry materiał na schyłek jesieni i koniec światła o 16.
dzisiaj pokazywałem Filipowi Fridom pod kątem publikowania, oceny i składania tego jako teczki do ITFu. nie jest wspaniale, ale nie jest źle. coś się może uda z tego wybrać, przygotować.
jeżeli nic się nie zmieni, to w grudniu pojadę do Koszalina dać wykład o skłotach. wcześniej czeka mnie Łódź, która tak nieprzychylnie przyjęła nas latem.
po wykreśleniu kolejnych rzeczy z notesu, krystalizuje się (chyba) osiągalny drugi cel dokumentalny, rodzaj eseju, bo nie chcę w tym siedzieć tak jak siedzę w skłotach.

zmieniam zdanie, nie będzie ewy braun, niech będzie wszaniec, jest modny ostatnio - i dobrze, bo grają naprawdę porządnie - to może ktoś to zbada. słuchajcie, oni są z Krakowa! Twój alternatywny kolega już na bank ma ich płyty!